|
sobota, 29 grudnia 2007
To whom it may concern ;)
Dotarłam do domu, zachodniopomorskiego domu :) Od wyjścia z akademika do wylądowania w Warszawie minęło 'jedyne' 26 godzin. 26 to jakaś magiczna liczba, bo tyle też ważyła moja walizka i... przeszła w całości :))) Podróż zaczęła się bezproblemowo i w sumie tak też minęła, nie licząc spóźnionego lotu z Frankfurtu. Samolot do F był zapełniony mniej więcej w 3/4, miejsce koło mnie i przede mną było wolne. Nikt więc nie uszczęśliwiał mnie swoim rozłożonym fotelem ani zajętym podłokietnikiem. Do tego zjadłam ziemniaki (!), mięso duszone z grzybami, szpinak (!), chleb z serem, szynką i pomidorem (!), jabłko, melon i gruszkę (!) oraz tortellini i łososia :))) Podróż minęła mi w naprawdę komfortowych warunkach, a Lufthansę będę uwielbiać miłością niewysłowioną ;)
środa, 26 grudnia 2007
Dzięki
Mała mapka po prawej pokazuje, skąd zaglądają do mnie czytelnicy... Powiesiłam ją wprawdzie późno, ale nawet mała próba może być reprezentatywna ;) Na podstawie doniesień mojego szpiega dziękuje za 'odwiedzanie' mnie (w kolejności z zachodu na wschód) - Ani, Natalii, Tomkowi, Sofii, Markowi, Mamie, Łukaszowi, Sayamie oraz wszystkim, którzy tu wpadli, bądź też zabłądzili, a ślad po nich nie pozostał. Jutro wracam do PL, choć pewnie przygodą z Koreą tak szybko się nie skończy. Zostaną pałeczki, maska na ścianie, parę koreańskich słówek w głowie, tysiące zdjęć, jet lag i rozstrój żołądka ;) oraz mnóstwo dobrych (i mniej dobrych) wspomnień. Na bloga pewnie jeszcze zajrzę, więc Was też zapraszam do wpadania.
wtorek, 25 grudnia 2007
Wyjazdowe atrakcje
Miało być o naszej Wigilii, którą spędziłyśmy w meksykańskiej restauracji pod palmami obwieszonymi bombkami, w towarzystwie Meksykanina (?) w czapce Świętego Mikołaja tańczącego flamenco, dzieląc się tacos zamiast opłatkiem :) Jednak... w tej chwili dręczą mnie przygody exchange'ów opuszczających Koreę. Zaczęło się od paczki, którą koleżanka wysłała statkiem do Włoch, bo nie mogła się zabrać. Paczka wróciła, już po jej wyjeździe, bo urząd celny postanowił zrobić problem. Paczkę można odebrać osobiście... Potem było wyrzucanie 4 lub aż 7kg (!) bagażu w czasie odprawy, 3,5kg różnicy między wagą walizki pokazywaną w szkole a na lotnisku, były też odwołane loty, a nawet bezpodstawne wymuszenia opłat przez immigration office. Zastanawiam się, czy jak wyjadę 6h przed lotem, to uda mi się dotrzeć do samolotu normalnym tempem, czy znowu będę musiała biegać... Miałam spać, ale jestem tak zestresowana, że chyba wyśpię się dopiero po opuszczeniu koreańskiego raju...
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Świątecznie
Święta w tym roku spędze na końcu świata, w kraju, w którym tak naprawdę Świąt nie ma. Tutejszy X-mas to grudniowa wersja walentynek - święto dla par, do spędzania w parach, inne konfiguracje nie są w ogóle brane pod uwagę. Może to i dobrze, bo bez choinek, mikołajów, kolęd, z sześcioma stopniami na plusie i bez śniegu, tak naprawdę nie czuję Świąt i nie jest mi smutno. W tym roku moje Święta wygladają mniej więcej tak: Mimo moich nieświątecznych Świąt, wszystkim moim czytelnikom, życzę, abyście w tym roku dotarli do swoich domów i mogli w gronie najbliższych zasiąść przy wigilijnym stole. A tym, którzy nie mogą być tam, gdzie chcą, życzę spokoju, akceptacji sytuacji oraz radości, pomimo przeciwności, z tegorocznych Świąt.
niedziela, 23 grudnia 2007
Ludzie szukają
Założyłam mały podgląd, żeby wiedzieć, co ludzie wpisywali w wyszukiwarki zanim do mnie trafili. Oczywiście tematy świąteczne, a przede wszystkim kartki, wygrały. Były więc 'kartki świąteczne', 'kartki święta', 'kartki jak podpisać', 'kartki empik' (nikomu nie robiłam i nie robię reklamy), niektórzy nawet zaszaleli i wpisali 'kartki świąteczne z dzieciątkiem' oraz 'kartki świąteczne po angielsku'. W tym ostatnim przypadku pojawiam się na trzeciej stronie wyników Google'a :D Kartki to banał, pora na lepsze teksty. Z tematów koreańskich były: 'busan' (skąd ludzie znają to miasto???), 'koreańskie pałeczki' (uprzejmie informuję, że są zwykle metalowe), 'rozmówki koreańskie', a także 'koreańskie małżeństwo' i - uwaga, uwaga - 'koreańskie wiewiórki' :))) A teraz moje ulubione: 'opisy po angielsku bezdomnych' (młodzież zamiast myśleć, próbuje kopiować?), 'odbiór bagażu taśma' i 'przywitanie po angielsku' (zdesperowani Polacy uciekający do IRL i GB?), 'fartuchy kuchenne ceny' oraz mój zdecydowany faworyt - 'skierowanie przesyłki do kolejnego urzędu' :) [update] do listy doszła 'kinder niespodzianka' :)
sobota, 22 grudnia 2007
Sad but true
Jutro kilka kolejnych osób opuszcza koreański raj na ziemi, dziś więc poszliśmy ostatni raz pośpiewać do norebangu (koreańska wersja japońskiego karaoke, ale nie śpiewa się przed tłumem, tylko z własnymi znajomymi w niewielkich pokojach). Wybrałam 'Nothing else matters' Metalliki* i... nikt nie zna, choć na sali jest przekrój przez świat (Japonia, USA, Tajlandia, Włochy). Pytanie z USA - 'Are they Russians?'. You know it's sad but true... * do czepialskich - pisownia w odmianie przez 'k' jest właściwa językowo
środa, 19 grudnia 2007
Presja
Od kilku dni mam wrażenie, że administracja akademika wywiera na nas wyprowadzkową presję. Zaczęło się od wrzasków co rano przy skrzydle obcokrajowców i braku ogrzewania w pokojach, potem były zapchane toalety i zimna woda pod prysznicem, dziś coś 'zdechło' w toalecie (smród nie do wytrzymania) i wyłączono Internet. Do tego automat z napojami ostatni raz widzial coraz-bliżej-święta ciężarówkę Coca-Coli chyba przy okazji poprzednich świąt - Cola light obsoyo, Orendżi Dżusu obsoyo, nawet koreański napój z ryżu o wdzięcznej nazwie Sik też się skończył... Zastanawiam się, jaka kolejna błyskotliwa tortura przyjdzie kochanym Koreańczykom do głowy... O pieniądzach słów kilka
KAIST to podobno świetna uczelnia w dziedzinie finansów (nie zamierzam tego sprawdzać), SGH też zła nie jest. Będąc studentką obu, nie mogę pominąć wątku pieniężnego. Na początek przelicznik - po ostatnich spadkach dolara $1 to W 900, czyli W 1 000 to około 3 zł. Ceny - zwykle zaokrąglane do setek, rzadziej do 50. Jedyna rzecz kosztująca mniej niż wielokrotność W 50, to reklamówka w niektórych sklepach (podobnie jak w IRL, tu za jednorazówki się płaci). Co szczególnie ciekawi mnie w koreańskich pieniądzach, to ich nominiały. Najmniejsza moneta to W 10 (3 gr) - zupełnie bezużyteczna (ciągle usiłuję ją gdzieś wypchnąć), najwiekszy banknot to... W 10 000 (30zł). Wyższe nominały nie występują w banknotach, otrzymuje się papierowe potwierdzenia, którymi oczywiście nie da się normalnie płacić - akceptują je tylko banki i większe sklepy. Wyobraźcie sobie świat, w którym nie ma 50-złotówek, o 100- i 200-złotówkach już nie wspominając... A teraz wyobraźcie sobie jak wygląda milion wonów w gotówce - obłęd ;)
wtorek, 18 grudnia 2007
Dzisiejsze odkrycia
1) Koreańczycy nie mają wąsów ani bród. Popołudniowy zarost widoczny jest tylko pod nosem, na policzkach nic nie ma. Ciekawe, czy to jakaś cecha genetyczna? 2) W Korei nie ma ciszy wyborczej. Jutro są wybory prezydenckie (w środę, bo w weekendy Koreańczycy lubią chodzić w góry - nie szukajcie w tym logiki), a dziś na ulicach są telebimy pokazujące wiece i przemowy kandydatów. PS. W JSA było jak w filmie 'JSA' oraz poprzedniej notce - wszystko się sprawdziło. A co do moich opinii o JSA - blog to nie miejsce, żeby je wyrażać.
piątek, 14 grudnia 2007
Przed DMZ tour
Jutro jedziemy do DMZ i JSA, dziś więc poszukałam nieco więcej informacji na ten temat. Z ciekawostek ze strony o wycieczce i Wikipedii :
|
Archiwum
Zakładki:
Warto zajrzeć
|